Blog 10.06.2020 6 minut

Who run the world? Girls!

Jeśli jest w życiu coś czego mogę być całkowicie pewna to fakt, że niezależność popłaca. I tutaj pojawia się mały dysonans pomiędzy samowystarczalnością a niezależnością. Jaki? Dla mnie synonimem współczesnej, silnej kobiety jest niezależność. Samowystarczalność to już inna bajka…

Co kraj, to obyczaj…. (?)!

Żyjemy w pochrzanionych czasach. To fakt. Wyjeżdżam 100 km poza Warszawę i słyszę, że całe mnóstwo kobiet za swój obowiązek uważa wychowywanie dzieci i zajmowanie się domem. Inne wracają do pracy po urlopie macierzyńskim albo wychowawczym, ale uważają, że to mężczyzna jest od zapewnienia bytu swojej rodzinie. To ON ma być głową rodziny, płacić rachunki, zarabiać, decydować jakim samochodem jeżdżą i gdzie pojadą na tegoroczne wakacje. Nie oceniam. Po prostu się przypatruję…

Chwilę później biegnę na lunch z koleżanką, która jest CFO w dużej korpo. Ma jedno dziecko, bo na drugie nie miała już czasu. I sił. Jest spełnioną mamą, ale przede wszystkim czuje się spełnioną kobietą. Jest zabezpieczona finansowo, ma dobrą pozycję i własne życie. Ma też hobby, które nie wiąże się ani z dzieckiem, ani jej partnerem.

Jestem też ja. Bez obrączki na palcu. Z dobrą posadą i dwójką dzieci. Wiecznie rozdarta, ale multitaskowa. Kilka dni temu kupiłam do biura nową lampę, a że pracujemy w kamiennicy pomieszczenia są stosunkowo wysokie. Ogarniam drabinę i patrzę na „moich panów” z zapytaniem kto powiesi mi lampę. Jeden ma lęk wysokości, drugi omija mnie wzrokiem, a trzeci nie wie jak się za to zabrać. Biorę narzędzia, staję na ponad 2 metrowej drabinie i próbuję sama to ogarnąć. Brakuje mi kilku centymetrów, ale walczę….

Bo niby kto powiedział, że kobieta ma tylko leżeć i pachnieć? Że niby nie potrafimy wymienić żarówki albo przetkać zapchanego kranu? Ja potrafię.

Życie nauczyło mnie żeby być niezależną….

Sama na siebie zarabiam. Od dawna. I choć pochodzę z dość majętnej rodziny, na studiach pracowałam za barem w pubie dla motocyklistów żeby zarobić własne pieniądze. Mój tata jest biznesmenem i patrząc na niego zawsze powtarzałam sobie – też tak chcę. Chcę osiągać sukces, ale jednocześnie być mamą i mieć rodzinę. Chcę umieć sama o siebie zadbać.

Nie bać się, że muszę prosić mojego męża/partnera o 100zł na zakupy. Mam swoją kartę i nie muszę się tłumaczyć z tego, że wczoraj kupiłam sobie torebkę od Chylak za ponad 1000zł. Fanaberia? Nie! Zasłużyłam na nią. Ciężko zapracowałam i bez względu na to czy chodzi o zakupy w Biedrze czy wakacje na Malediwach – to również moje pieniądze, więc mój głos się liczy….

Jeśli kiedykolwiek zostanę całkiem sama również spadnę na cztery łapy.

Nie boję się samotności. Nie boję się zmienić opony, spać sama w domu czy zostać z dwójką dzieci.

Życie nauczyło mnie być niezależną i pod tym względem potrafię sama o siebie zadbać. Nie znaczy to jednak, że jestem samowystarczalna.

Kiedyś mój przyjaciel powiedział mi, że faceci boją się silnych i przebojowych kobiet. Coś w tym jest! Zosia Samosia jest nie do końca na fali. Może sprawdzi się jako przelotny romans, ale na co dzień potrafi pozbawić faceta jaj. A Panowie tego nie lubią. Więc się miotam. Czasem udaję bardziej bezradną niż jestem, innym razem pokazuję, że mam większe „jaja” niż niejeden facet. Czy jestem feministką, a ten tekst ma kogoś obrażać? Absolutnie nie. To moja droga, którą wybrałam i uwierzcie mi – czasami bywa cholernie wyboista…

Przeczytaj także: Jestem idealnie nieidealna i dobrze mi z tym!

Who run the world? Girls!

Kiedyś wyczytałam gdzieś, że za każdym sukcesem wielkiego mężczyzny stoi wyjątkowa kobieta. Nie uważacie, że coś w tym jest? Michelle Obama albo Claire Underwood z House of Cards? Prawdziwe czy też fikcyjne postaci, to kobiety silne, ale też umiejące pozostać w cieniu, gdy tak należy.

My kobiety często same się nie doceniamy, a prawda jest taka, że jesteśmy silniejsze niż nam się wydaje… Niezależność jest sexy. Niezależność daje Ci siłę. Niezależność wiąże się z dojrzałością i umiejętnością zadbania o siebie we wszystkich obszarach (fizycznym, emocjonalnym i duchowy). Należy jednak pamiętać, żeby nieświadomie nie wpadać w rolę samowystarczalnej, bo „Nie potrzebuję nikogo, sama dam sobie radę” prowadzi donikąd.

Bądź mądrzejsza. Naucz się przyjmować pomoc pozostając przy tym samodzielną. Czy tak się da? Nie wiem;-) Cały czas próbuję… Niemniej jednak każdej z Was życzę żebyście patrząc w lustro, bez względu na to jaką drogę życiową wybrałyście, uśmiechnęły się do siebie i odpowiedziały na pytanie: „Who run the world…?”

Girls? 😉

Dagmara Chmielewska

Z wykształcenia psycholog kliniczny. Prywatnie mama dwóch żywiołów: Gabiego i Leona, miłośniczka kina europejskiego i podróży. Co-founderka brandu Mama w Formie i founderka Oh!so kiddy, prowadzi również swój autorski cykl podcastów „Kij w kobiece mrowisko”. Lubi określać siebie realistką z ikrą do życia. Kocha swoją pracę, bo prowadzenie Oh!so kiddy to suma wszystkich jej doświadczeń i wiedzy, którymi dziś chce się z Wami dzielić. Zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym stawia na autentyczność, więc jako „Redaktor Prawdziwie Naczelna” promuje macierzyństwo bez lukru i cukru pudru.

Kobieta

Zostaw komentarz