Psychologia 15.08.2020 7 minut

Stagnacja czy radykalna zmiana – oto jest pytanie

Może i nie jestem fanką muzyki pop, ale jest jedna piosenka, która chodzi za mną niczym cień. „Nic nie pęka tak jak serce” śpiewa Miley Cyrus. Chyba coś w tym jest, przyznacie? I powiem Wam jedno – szkoda, że na złamane serce nie da się założyć gipsu…

Czasem trudne chwile są nam potrzebne

Od pewnego czasu zderzam się z murem, który składa się z wielu cegiełek: z ludzi, którzy wbili mi nóż w plecy i śmiali się w twarz, z byciem niewystarczającą, z pracą, która mnie przytłacza, bo podcięto mi skrzydła oraz z problemami moich bliskich spędzających mi sen z powiek. Ze znaków zapytania, na które wiecznie szukam odpowiedzi. Na początku wzięłam młotek i powoli burzyłam ten mur – cegłę po cegle.

Niewiele to dało, bo okazało się, że następnego dnia mur znowu się nadbudowywał.

I nagle się ocknęłam. Tadaaaam! A może zburzyć wszystko naraz? Albo po prostu odejść w inne, lepsze miejsce? Niestety ta druga opcja, choć łatwiejsza, byłaby tylko ucieczką. Pierwsza jednak wymaga ode mnie dużych pokładów siły, ale oznacza jedno – pozbycie się wszystkiego i zbudowanie życia od nowa

Wiem, jak to brzmi. Jakbym oszalała albo rzucała metaforami. Niemniej przyszedł czas nazwać rzeczy po imieniu.

Osiągnęłam emocjonalne dno. Wyprałam się ze wszelkich emocji i oglądam swoje życie z boku.

I wiecie co? Nie podoba mi się to, co widzę. Widzę smutną, poobijaną dziewczynę, która walczy z wiatrakami i ze zburzeniem tego murem. Czy to depresja? Nie! To już przerabiałam. Nadszedł czas na zmiany.

Przeczytaj także: Byłam emocjonalnym ćpunem, czyli historia mojego uzależnienia…

Zmiany są nieuniknione

Takie kryzysy często przewartościowują nasze życie. Są jak huragan. Niszczą wszystko to, do czego przywykliśmy, co było dla nas wygodne i pewne. Pokazują, że nic nie jest nam dane na zawsze. Często pozostawiają trupy albo niszczą wszystko, co kochaliśmy. Wywołują strach, łzy, niepewność lub poczucie straty. I tak oto stajesz przed wyborem: odbudowujesz to, co masz czy zaczynasz od nowa w miejscu, gdzie nie jesteś narażona na takie „żywioły”. Powiem Wam jedno – kryzysy są trudne. Nawet bardzo…, ale są one jednak po coś.

Bez takich momentów wielu z nas nigdy nie wyszłoby ze swojej strefy komfortu.

Pozostało w stagnacji z tendencją do zachowania statusu quo. To jest wygodne, lecz może być złudne i zarazem niebezpieczne. Takie kryzysy często zmuszają nas, by spojrzeć w lustro i odpowiedzieć sobie: „Czy tego właśnie chcę?”. Możemy wtedy usiąść i płakać z bezsilności. Narzekać na swoje życie i to, co nas spotkało.

Z drugiej strony możemy wyciągnąć z takich momentów coś cennego i odrobić lekcję. Bez wątpienia w takich chwilach dowiadujemy się o sobie najwięcej. Co dalej? Możemy stać się silniejsi, mądrzejsi, ponieważ te doświadczenia nas wzbogacają. Nie idąc tą drogą, możemy jedynie podpisać akt kapitulacji i dalej walić głową w mur, który wydaje się nadal nie do przebicia.

Przeczytaj także: Czy miłość jest do bani?

Które rozwiązanie wybrać?

Ja postanowiłam swój mur zniszczyć. Doszczętnie. Zostawić to wszystko i zacząć od zera. Co będzie dalej? Nie wiem, ale już się nie boję. Początki zawsze są trudne… może przyniosą mi coś lepszego, coś nowego. I na to właśnie czekam!

Dagmara Chmielewska

Z wykształcenia psycholog kliniczny. Prywatnie mama dwóch żywiołów: Gabiego i Leona, miłośniczka kina europejskiego i podróży. Co-founderka brandu Mama w Formie i founderka Oh!so kiddy, prowadzi również swój autorski cykl podcastów „Kij w kobiece mrowisko”. Lubi określać siebie realistką z ikrą do życia. Kocha swoją pracę, bo prowadzenie Oh!so kiddy to suma wszystkich jej doświadczeń i wiedzy, którymi dziś chce się z Wami dzielić. Zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym stawia na autentyczność, więc jako „Redaktor Prawdziwie Naczelna” promuje macierzyństwo bez lukru i cukru pudru.

Lifestyle

Zostaw komentarz